Kuchnia roślinna w sercu Bieszczad – rozmowa z właścicielkami „Wegłówki”

Wegłówka to pokoje gościnne z roślinnym jedzeniem i niezwykłym klimatem. Jest to miejsce w Bieszczadach, prowadzone przez Anię i Monikę. Dziewczyny różnią się od siebie, ale posiadają wspólne pasje, takie jak góry czy gotowanie. Budowa Wegłowki zakończyła się w lipcu 2019 roku. Oficjalnie otwarta została ona pod koniec roku, w grudniu. Od tego czasu Wegłówka zyskała wielu uszczęśliwionych gości – zarówno smakiem, jak i gościnnością. Postanowiliśmy porozmawiać z dziewczynami o ich działalności i ambasadorstwie w projekcie Chefs for Change. 

Czy zdarza Wam się gotować wspólnie? Może istnieją potrawy, które przygotowujecie tylko razem?

Ania: Najczęściej gotujemy w jednym czasie, ale każda z nas osobną potrawę. Obiadokolacje są u nas dwudaniowe, więc zwykle jest tak, że jedna z nas przygotowuje przystawkę, a druga danie główne. Mamy też swoje specjalności. Ja jestem od robienia przetworów, Monika z kolei piecze chleby i generalnie zajmuje się tym, co trzeba robić wcześnie rano. Dba o mnie, bo mi bardzo ciężko przychodzi poranne wstawanie.

Monika: Ale zdarza się, że gotujemy coś razem, np. pierogi. Ja robię dobre ciasto, ale gorzej mi idzie lepienie, za to Ania uwielbia robić tę falbankę na pierogach. Zrazy też robimy razem. Po prostu zawsze każda robi tę część, w której czuje się lepiej.

Czy są osoby, których gotowanie Was inspiruje? 

Monika: Chyba nie ma takiej konkretnej osoby. Potrafi nas zainspirować czyjaś kuchnia w nowopoznanej restauracji, jak i dobrze ugotowany przez kogoś domowy posiłek. Lubimy poznawać nowe.

Bardzo cenimy też znanych szefów kuchni, którzy nie boją się zmieniać swojego menu z mięsnego na roślinne – jest ich coraz więcej w przestrzeni publicznej i to jest cudowne.

Przy śniadaniu goście wybierają między posiłkami wegańskimi, a wegetariańskimi. Która wersja cieszy się większym zainteresowaniem?

Ania: Zdecydowanie większość naszych gości to weganie. Pocztą pantoflową rozniosło się, że jesteśmy i gotujemy całkiem nieźle. Tym sposobem mamy pod dachem kolejnych i kolejnych wegańskich podróżników.

Monika: Często też przyjeżdżający do nas wegetariańscy goście wolą spróbować wegańskich wersji posiłków, bo to dla nich ciekawe i nowe. 

Ania, lubisz korzystać ze sprawdzonych przepisów, Monika, ty natomiast uwielbiasz eksperymentować. Jak to godzicie?

Ania: Dzięki temu się świetnie uzupełniamy, a w naszej kuchni panuje różnorodność. Naprawdę dobrze nam się razem gotuje i prowadzi dom. To chyba kwestia zaufania. Ja Monice ogromnie ufam i jestem największą fanką Jej potraw.

Obie macie pasje inne, niż gotowanie. Kiedy odkryłyście wasze zamiłowanie do kuchni roślinnej?

Monika: Ania nie je mięsa od ośmiu lat, ja od trzech, a obie gotować lubiłyśmy już wcześniej. Miłość do kuchni roślinnej przyszła więc naturalnie, ale odkryciem było dla nas jak fajne może być dzielenie tej pasji z drugą osobą.

Ania: Kuchnia roślinna bardzo nas inspiruje, bo można się w niej wykazać, czasami trzeba pokombinować. No i najważniejsze – jest wolna od cierpienia. Myślę, że dla nas obu gotowanie to nie tylko tworzenie konkretnego wyrobu, ale też troska o drugą osobę i gościnność. Gotować powinno się z miłością. Idealnie jest, jeśli nie krzywdzimy przy tym żadnej istoty.

Czy miałyście kiedyś gości, którzy nie byli świadomi faktu, iż nie oferujecie mięsa? Jaka była ich reakcja?

Ania: Zawsze przy rezerwacji upewniamy się, czy goście wiedzą, do jakiego miejsca jadą – choćby w ten sposób, że pytamy, czy chcą jeść wegańsko, czy wegetariańsko. Mam poczucie, że przyjeżdżając i nie wiedząc o tym, mogliby się czuć rozczarowani i żebyśmy nie wiem jak dobrze gotowały, to nasza kuchnia będzie na straconej pozycji. Myślę, że narzucanie innym diety roślinnej może działać na odwrót.

Monika: Miałyśmy jednak kiedyś telefon od Pana, który chciał zarezerwować pokój, a nie wiedział, że jesteśmy wege. Gdy został o tym poinformowany, powiedział, że przemyśli to i się rozłączył. Za parę minut oddzwonił i powiedział, że… spanikował. I że chce zarezerwować pokój. Efekt był taki, że tak mu się u nas podobało, że przedłużył swój pobyt.

W Bieszczadach nie łatwo o opcje roślinne. Czy kiedykolwiek miałyście gości, którzy przyszli na sam posiłek?

Ania: Miewamy takie prośby. Jednak od początku założyłyśmy, że chcemy zachować kameralny charakter Węgłówki i gotować tylko dla gości, którzy u nas śpią. 

Monika: Mamy jednak nadzieję, że już niedługo wegańskich możliwości będzie w Bieszczadach więcej i już działamy w tym temacie. W najbliższych dniach wraz z Paniami z naszej wioski zakładamy Koło Gospodyń Wiejskich, w którym będziemy z Anią zajmować się właśnie promowaniem kuchni roślinnej.

Czy spotkałyście się z mięsożernymi gośćmi, którzy przyjechali z chęcią spróbowania kuchni roślinnej?

Monika: Mamy mięsożernych gości różnego typu. Są to osoby, które chcą spróbować tej kuchni, ale też bardzo często mieszane pary, gdzie jedna osoba je mięso, a druga nie.

Bywają też osoby, którym po prostu zależy na noclegu w tej lokalizacji (mieścimy się przy trasach na biegówki i szlakach spacerowych) i stwierdzają, że mogą też spróbować na chwilę weganizmu.

Ania: Taka różnorodność daje nam masę nowych doświadczeń. Na przykład wiemy już co z kuchni roślinnej bardziej smakuje mięsożercom, a co wolą weganie.

Dlaczego Chefs for Change? Co sprawiło, że zdecydowałyście się na udział w projekcie? 

Ania: Zawsze jesteśmy szczęśliwe, jeśli możemy dołożyć choć małą cegiełkę do promowania roślinnej kuchni. Projekt Chefs for Change robi dużo dobrego dla świata i to dla nas zaszczyt, że możemy być jego częścią, nie było więc nad czym się zastanawiać.

Aleksandra Czarnik
Poza zajęciami gotuję, oglądam seriale i czytam książki. Zdarza mi się spędzać czas aktywnie, grając w squasha lub jeżdżąc na nartach.