Rośleko – wywiad z twórcą marki

Rośleko jest kolejną polską marką, która może sporo zamieszać w kategorii roślinnych alternatyw nabiału. W tym tygodniu jej długo wyczekiwany debiut w ogólnopolskich sieciach handlowych: dziś w sklepach Lidl (na razie w ramach czasowej akcji, ale trzmamy kciuki za więcej), a w piątek w sklepach Carrefour (już na stałe). Z tej okazji publikujemy naszą rozmowę z Michałem Koncewiczem, twórcą Rośleka.

RoślinnieJemy: Przez długi czas Rośleko kojarzyło się z rzemieślniczymi, sprzedawanymi lokalnie produktami, a tutaj nagle boom – debiut w dwóch dużych sieciach handlowych i Rośleko na półkach w całej Polsce. Co było tym pozytywnym punktem zapalnym?

Michał Koncewicz: Covid. I to nie żart. Z sieciami rozmawialiśmy jeszcze przed pandemią, ale to właśnie światowy lockdown i zatrzymanie lokalnej produkcji Rośleka na 3 miesiące dały nam możliwość odetchnąć, zrewidować działania, stworzyć zalążki nowej organizacji, a także sfinalizować rozmowy z sieciami. Co najśmieszniejsze – podczas kwarantanny, nie wychodząc z własnego pokoju, za pośrednictwem: maila, telefonu, kamerki internetowej i przyjeżdżającego dwa razy dziennie kuriera przeprowadziliśmy wszystkie przygotowania i szczegóły wejścia na dużą skalę. Pracowaliśmy nad tym non-stop, bo akurat były do tego bezprecedensowo korzystne warunki. Mimo, że znałem słowa Leonarda, że „Ludzie wyższych talentów pracują, nawet jak wygląda, że nic nie robią”, to cała ta sprawa bezpowrotnie zmieniła moje postrzeganie pracy i działania w ogóle.

Według danych Nielsen z okresu styczeń-grudzień 2019, w skali roku sprzedaż produktów pochodzenia roślinnego, które są alternatywą dla nabiału, wzrosła o 26%. W tym momencie napoje roślinne to najbardziej rozwinięta kategoria produktów roślinnych. Jaki macie plan na wybicie się w tak konkurencyjnym segmencie rynku?

Kiedy zaczynałem sprzedawać Rośleko w pojedynczych krakowskich Żabkach, zorientowałem się dobitnie, że czegoś takiego po prostu nie ma. Większość franczyznobiorców nie chciała go sprzedawać, ponieważ nie dało się skategoryzować go w systemie. Musieliby więc robić to nielegalnie. To samo zauważają kupcy w największych sieciach – takiego produktu do tej pory nie było. Za granicą reakcje są podobne.

Macie ambicje być polskim Oatly? A może nowym Łaciatym?

Bardzo podoba nam się to co robi Oatly, jednak ich produkt jest standardowym, dobrym w swojej kategorii mlekiem roślinnym. My z pełnym przekonaniem wiemy, że nasz produkt to innowacja. Jeśli chodzi o zasięg, będziemy zadowoleni jeśli za kilka lat Nowojorskie, Marsjańskie, B-612-ńskie i wszystkie inne dzieci będą jadły owsianki na Rosleku (bez „ś”). A co do Łaciatego – tak, pewnie – planujemy być nowym Łaciatym, bo w ogóle planujemy być nowym mlekiem.

Wasze napoje mają być docelowo dostępne w dwóch rozmiarach: małym, „przekąskowym”, oraz dużym, 750 ml. Często wspominacie, że Rośleko to przekąska w płynie. Czy jest to Wasz sposób na trafienie do odbiorców, którzy do tej pory nie sięgali po roślinne zamienniki mleka?

Odnosząc się do samej komunikacji, szczerze mówiąc wciąż mamy z tym problem. Tak – Rośleko jest przekąską w płynie – ale też świetnym dodatkiem do kawy, owsianki, drinków, czy wypieków. Podobno też świetnie leczy kaca. Można z niego zrobić z niego słony sos i pewnie jeszcze kilka rzeczy, o których nie wiemy. Dla mnie to już po prostu napój typu Rośleko. I mam marzenie, żeby za 10 lat nikt nie pytał o tak podstawowe rzeczy, tak jak nikt dzisiaj nie pyta, czym jest sok.

Wasze produkty oferowane są w szklanych butelkach, co z pewnością przekona konsumentów ceniących sobie wykorzystanie materiałów wielokrotnego użytku. Czy kwestie związane z ochroną środowiska to coś od zawsze przyświecało Waszej marce?

Ekologia to dla nas priorytet. Niestety smutny okazał się fakt, że zbieranie butelek jest mniej ekologiczne niż ich wyrzucanie do kosza. Butelki z Rośleka bardzo często dostawaliśmy z powrotem w reklamówkach foliowych, wyschnięte w środku i niezmiernie trudne do ponownego użycia. Nasze obecne butelki są szklane i recyklingowalne, jednak z uwagi na foliową etykietę nie jest to już tzw. zero waste.
Te decyzje nigdy nie są proste, ale należy na nie patrzeć w szerszej perspektywie. Dopiero zmiana sposobu pakowania pozwoliła nam zoptymalizować koszty produkcji do tego stopnia, żeby móc zaistnieć na masowym rynku nie tylko incydentalnie, ale docelowo stać się na stałe częścią jego pejzażu, a przez to móc wpływać na proekologiczne zachowania konsumentów.

Anna Radwańska promuje na swoich kanałach społecznościowych markę Alpro, Joanna Krupa pije napoje owsiane Inka. Jakie są kluczowe dla Rośleka założenia w kwestiach komunikacji?

Na tym etapie niestety nie mogę o tym rozmawiać. Powiem tylko tyle – o Rośleku usłyszy każdy.

Czy macie w planach wykorzystywać w komunikacji aspekty związane z produkcją Rośleka w Polsce?

Jesteśmy marką produkującą w Polsce z polskim kapitałem i pracownikami. Jesteśmy z tego dumni i cieszymy się z widocznego wzrostu zainteresowania Polaków własnym dorobkiem na polu zarówno gospodarki, jak i kultury. A więc – TAK! Mamy jednak produkt o potencjale międzynarodowym. Dlatego jeśli chodzi o eksport, zaznaczając jego dziedzictwo, będziemy podkreślać jego uniwersalność i ponadkulturowość.

Czy Rośleko to tylko napoje roślinne? Czy i w jakim kierunku planujecie rozwijać portfolio produktowe?

Póki co stawiamy na napoje, bo mamy tu jeszcze dużo do zrobienia. Chociażby fortyfikacja w mikroskładniki, opcje hipoalergiczne, dla diabetyków, czy po prostu nowe kompozycje smakowe.

Wyzwanie dla Rośleko na drugą połowę 2020 to…?

Biedronki, Żabki, Małpki i inne grube ryby polskiego handlu. Chociaż finalnym celem jest i zawsze będzie człowiek, a po nim te prawdziwe zwierzęta. Chcemy zbudować jak największą dystrybucję i dostępność produktu w Polsce, bo widzimy na niego bardzo duże zapotrzebowanie. Prowadzimy też rozmowy w kilku krajach europejskich. Jednocześnie chcemy wspierać proekologiczne wybory konsumentów. Biznes to podstawa naszych działań, ale to co naprawdę daje nam kopa, to poczucie misji oraz robienia tego, co słuszne. Jeśli dyscyplina rzeczywiście jest matką dobrobytu, to pasja pewnie jest matką cudów. Dla mnie osobiście Rośleko to forma twórczości. Z wykształcenia jestem artystą, od dziecka mocno związanym z różnymi formami sztuki. A Rośleko poza tym o czym już mówiłem, to również dzieło sztuki współczesnej. Tylko w odróżnieniu od tych z galerii możesz je wypić, wyrzucić do kosza (ZE SZKŁEM), a później wypić następne. Warhol skopiował Colę, a ja stworzyłem Rośleko. A historycy sztuki muszą to przyjąć na klatę.

Ida Tymińska
Nurtują mnie pytania o przyszłość żywności. Próbuję na nie odpowiedzieć współtworząc bloga i media społecznościowe RoślinnieJemy.