Opinia: Roślinne burgery, kabanosy i kiełbaski – kto tu gra fair play?

O co rzeczywiście chodzi z głośno dyskutowanym veggie burger banem? Podczas najbliższego posiedzenia Parlamentu Europejskiego 19-22 października, ponownej debacie zostanie poddany zakaz możliwości nazywania roślinnych alternatyw mięsa w sposób odwołujący się do ich odwierzęcych odpowiedników.

Nie spotkałem się nigdy z przypadkiem, by ktoś zupełnie przypadkowo, chcąc wybrać tradycyjny, mięsny produkt, sięgnął po ten roślinny (choć marzy mi się świat w którym opcja roślinna to ta domyślna). Rozwój rynku roślinnych alternatyw mięsa obserwuję zawodowo od kilku lat, a jako osoba, która zrezygnowała z mięsa około 12 lat temu, myślę, że mogę spokojnie powiedzieć, że świadomie odbieram komunikaty od producentów żywności. Powtórzę, w tym okresie, nie słyszałem o takim przypadku. Czy to próba stłamszenia dynamicznie rozwijającej się kategorii? Czy taki zakaz to zagranie fair play?

Obecne prawodawstwo zabrania wprowadzania konsumenta w błąd [polecamy ekspertyzę Centrum Prawa Żywnościowego na temat roślinnych alternatyw mięsa]. Czy komunikat ROŚLINNY kabanos, czy WEGAŃSKI kabanos jest nieczytelny? Badania przeprowadzone przez Panel Ariadna  na zlecenie RoślinnieJemy na początku października 2020 wskazują, że oba terminy są rozumiane przez większość konsumentów  przede wszystkim jako “pozbawione produktów odzwierzęcych”, odpowiednio tę odpowiedź wskazało 43% i 48% badanych. Skąd więc ta troska o konsumentów wśród przedstawicieli branży mięsnej? Ciężko mówić o gruncie palącym się pod nogami – wartość rynku produktów roślinnych w Polsce to w tym momencie odsetek rynku mięsnego.

W październiku badaliśmy jeszcze kilka innych kwestii. Oponentów roślinnych produktów na pewno zaskoczą oczekiwania konsumentów: 48% Polaków wskazuje, że częściej kupowałaby produkty roślinne (alternatywy nabiału i mięsa) gdyby znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie produktów tradycyjnych.

Podczas niedawnej  konferencji Plant-Powered Perspectives Katarzyna Balcerek-Nowak z OSM Łowicz oficjalnie ubolewała, że nie mogą używać w swojej komunikacji określenia “roślinna śmietana” – padło stwierdzenie, że to niesprawiedliwe.

Roślinne kabanosy, mielone, czy burgery produkowane przez Olewnik, Sokołów czy Tarczyński od kilkunastu miesięcy lądują na sklepowych półkach. Być może strach w oczy zagląda tym, którzy przespali moment nieumiejętne czytając sygnały płynące ze zmiany zachowań konsumenckich lub tym, którym trudniej jest o rzeczywiste innowacje produktowe. Uspokoiłbym tę drugą grupę – mimo, że półki nie są z gumy, miejsca na dobre, roślinne alternatywy jest wciąż naprawdę sporo.

Chciałbym patrzeć na tę sytuację inaczej niż przez pryzmat konfliktu my – oni. Stracą na nim przede wszystkim konsumenci, o których troskę wyrażają organizacje takie jak Copa Cogeca i Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych – doceniamy obawy o bystrość i umiejętność czytania ze zrozumieniem Polaków (i Europejczyków). Jednak jak wskazują przytoczone badania, nie mamy z tymi umiejętnościami problemów. O konsumentów bijmy się wartościowymi, pysznymi i zdrowymi produktami, bez ciosów poniżej pasa.

Możesz wyrazić swój głos podpisując petycję zainicjowaną przez ProVeg.

Zdjęcia: Aleksandra Otko, Aleksandra Knotz

    Maciej Otrębski
    Jem pizzę, piję kombuchę, lubię kiedy słowa brzmią dobrze, a innowacyjne idee stają się rzeczywistością. W Roślinniejemy zajmuje się współpracą z partnerami biznesowymi. Odpowiadam też za konferencję Plant-Powered Perspectives. Wcześniej byłem zaangażowany w tworzenie Eataway, największej platformy meal-sharingowej w centralnej części Europy, organizuję także wydarzenia w ramach TEDxKraków. Porozmawiajmy!